sobota, 4 marca 2017

Rozdział 1 - Inspektor Forbes

           
           Jesienne słońce w urokliwym miasteczku Pokotów świeciło wyjątkowo mocno, jak na tę porę roku. Drzewa zaczynały tracić swoje kolorowe liście, a porywisty wiatr rozdmuchiwał je po niebie, które następnie opadały na wszystko wokoło. Ludzie przygotowywali się do corocznego obchodzenia święta Halloween i słynnej miejscowej parady, o czym świadczyły udekorowane ulice i mnóstwo wydrążonych dyni, poustawianych obok wejść do domów. Wszyscy ochoczo zajmowali się przystrajaniem miasteczka na ten szczególny dzień, który miał niebawem nadejść. Bardziej skupiali się na drążeniu dyń, niż kupowaniu zniczy na Święto Zmarłych.
      Aspirant Paweł Modrzewił nie przepadał za tymi śmiesznymi zwyczajami i zawsze krytykował wszelkie wyrazy tego pogańskiego święta. Narzekał na panujący przesyt w miasteczku, który rozpoczynał się z nadejściem października. Świat schodzi na psy. Zachciało im się gównianego, amerykańskiego święta, pomyślał policjant.
            Rozsiadł się wygodnie na miejscu pasażera i spoglądał na drogę, by nie zwracać uwagi na wystrojone z tej okazji alejki oraz domy. Spojrzał na zegarek, którego wskazówki układały się w godzinę dziesiątą dwadzieścia pięć. Zmarszczył brwi, a na jego czole pojawiła się spora zmarszczka. Westchnął głośno i zerknął na swojego partnera, który prowadził samochód, po czym zwrócił się do niego:
            — Cholera! Spóźnimy się! Musisz przyspieszyć, Kaszmir — powiedział oschle, kręcąc przy tym głową. Kaszmir był młodym sierżantem, który przeniósł się niedawno z innego miasta i dopiero poznawał okolice, a zarazem chciał się wykazać. Lekko podenerwowany ukradkiem spoglądnął na deskę rozdzielczą, kontrolując godzinę, a zaraz po tym docisnął nieco pedał gazu.
            — Oczywiście, panie aspirancie — wymamrotał nerwowo. Starał się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej i być posłusznym swojemu dowódcy, więc i tym razem, nie zważając na przepisy drogowe wykonał pospiesznie rozkaz aspiranta. — Jak pan myśli, kto to będzie?
            — Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że to niejaki inspektor Forbes. Morawski był bardzo tajemniczy i nic więcej mi nie powiedział. Mamy pół godziny do przylotu tej ważnej
o s o b i s t o ś c i. Nie chcę, by z góry wydał o nas złą opinię, że nawet nie potrafimy dotrzeć na lotnisko na czas, więc gaz do dechy! — burknął Modrzewił i podparł brodę, przeczesując przy tym gęsty wąs.
            Kaszmir w milczeniu wykonywał rozkazy i próbował jak najszybciej dostać się na lotnisko, które mieściło się niecałą godzinę drogi od Pokotowa. Samochód, którym się poruszali nie należał do najszybszych, jednak był najlepszym w całej komendzie. Chcieli wywrzeć dobre wrażenie, ale już na wstępie o mały włos, a spóźniliby się na przylot inspektora Forbes.
            Zaparkowali samochód w pobliżu miejsca, gdzie miał stawić się samolot. Ku ich szczęściu udało im się dotrzeć kilka minut przed lądowaniem, co ucieszyło aspiranta Modrzewiła.
            Pospiesznie opuścili wóz i udali się do obsługi, która ich wyczekiwała. Kilka minut później samolot lecący ze Sztokholmu wylądował i podjeżdżając, ustawił się na swoje miejsce. Aspirant spoglądał na swój zegarek i strzepnął niewidoczny pył z czarnej kurtki, która opinała duży brzuch. Młody sierżant stał tuż obok niego, obserwując wejście do samolotu, które samoczynnie otwierało się. Obsługa portu lotniczego montowała specjalne schody. Po krótkiej chwili wszystko było gotowe i stewardessy poczęły wypuszczać pasażerów z pokładu. Policjanci dostrzegli pierwszą pasażerkę. Była nią kobieta o jasnych włosach, sięgających prawie do ramion, czarnych okularach przeciwsłonecznych ze śmiesznym kształtem oprawek, z dużą torebką w prawej dłoni. Odziana w skalisty, długi płaszcz ostrożnie, ale i z płynnością stawiała kroki w butach na wysokim obcasie. Podążali za nią inni podróżujący z niewielkimi walizkami, a wraz z nimi małe dzieciaki. Niektóre z nich płakały, albo krzyczały po przebytej podróży, a inne zaciekawione krajobrazem rozglądały się po okolicy. Kolejną osobą był starszy mężczyzna w towarzystwie wysokiej szatynki, która uśmiechała się do niego zalotnie.
            Kaszmir bacznie obserwował wysiadających ludzi i szepnął coś do ucha aspiranta z uśmiechem na twarzy:
            — Ciekawe, jak wygląda ten cały inspektor. — Aspirant uniósł kącik ust i zamyślił się, wyobrażając sobie jakiegoś podstarzałego, a zarazem naburmuszonego mężczyznę, który będzie wydawał im rozkazy przez najbliższe dwa miesiące. Wypatrywał podejrzanie wyglądających osób, jednak nigdzie nie mógł dostrzec nikogo, kto wpasowałby się w jego wykreowany wzór. Po chwili podeszła do nich kobieta, która wysiadła jako pierwsza. Popatrzyła na Kaszmira, a później spojrzała na aspiranta Modrzewiła.
            — Sierżant Aleksander Kaszmir i aspirant Paweł Modrzewił? — spytała, zsuwając z nosa ciemne okulary, z trudem wypowiadając nazwisko aspiranta, które było dla niej jakże trudne do wymówienia. Wtedy to można było dostrzec jej delikatną twarz i intensywne, niebieskie oczy. Prezentowała się bardzo elegancko, jak i młodo, jednak z bliska jej cera zdradzała, że była lekko po czterdziestce. Modrzewił przełknął nerwowo ślinę, otrząsnął się i kiwnął głową, zerkając na kobietę. Kaszmir stał nieruchomo, wytrzeszczając oczy z niedowierzeniem.
            — Tak, zgadza się. Aspirant Modrzewił, a to nasz nowy sierżant, Kaszmir — oświadczył, wskazując na młodego, który wciąż był lekko zszokowany i klepnął młodego policjanta w ramię.
            — Inspektor Forbes. Petra Forbes — powiedziała kobieta z lekkim uśmiechem na twarzy i podała dłoń, którą każdy z mężczyzn lekko uścisnął.
            — Witamy serdecznie, p a n i inspektor. Mam nadzieję, że podróż upłynęła przyjemnie — zagadnął aspirant. Kobieta poprawiła okulary i rozejrzała się w pobliżu, wypatrując człowieka, który odpowiedzialny był za jej bagaż. Ten podbiegł prędko, wioząc na metalowym wózku dwie spore walizki. Kaszmir i Modrzewił wymienili spojrzenia, wciąż zadziwieni faktem, że owy inspektor okazał się być kobietą i na dodatek urodziwą o zgrabnych nogach.
            — Powiedzmy, że tak, ale płaczące dzieci to coś strasznego — mruknęła z dziwnym akcentem i skinęła na bagażowego. — To wasz samochód? — dodała, śmiesznie akcentując każde słowo.
            — Owszem. Kaszmir, bierz się do roboty — oznajmił szorstko Modrzewił. Młody sierżant chwycił za walizki, które ówcześnie odebrał od mężczyzny i pospiesznie ulokował je w bagażniku. Aspirant otworzył tylne drzwi samochodu i gestem zaprosił panią inspektor do środka. Ona kiwnęła głową w podziękowaniu, a następnie zajęła miejsce. Po chwili cała trójka siedziała już w samochodzie, a Kaszmir odpalał silnik. Wyruszyli z lotniska, kierując się w stronę Pokotowa.
            — Jak idą postępowania w sprawie? — spytała inspektor, spoglądając przez okno, wpatrując się w mijany krajobraz. Aspirant odchrząknął i wymienił spojrzenie z Kaszmirem.
            — Jak na razie jesteśmy w trakcie śledztwa. Wczoraj mieliśmy kolejne zdarzenie. Wisielec — odparł Modrzewił.
            — Czytałam coś na ten temat w jednej z dzisiejszych gazet, ale i tak chciałabym się temu przyjrzeć. Wszystko może mieć jakiś związek z główną sprawą. Chyba niecodziennie macie takie zdarzenia, prawda? Zresztą nie wzywalibyście mnie, gdyby to była błaha sprawa... Kiedy już dotrzemy na miejsce, proszę o przygotowanie wszelkich akt dla mnie — zakomunikowała inspektor, spoglądając przez okno.
            — Oczywiście. Zajmiemy się wszystkim — powiedział aspirant zupełnie łagodnym tonem, co było u niego niezwykłą rzadkością.
            — Doskonale. Jak długo potrwa nasza podróż? — spytała kobieta, zerkając na komisarza przez lusterko.
            — Niecałą godzinę, ale sierżant Kaszmir postara się, byśmy dotarli tam jak najwcześniej. Zapewne chce pani odpocząć.
            — Ależ skąd — rzuciła z lekkim oburzeniem. — Filiżanka mocnej kawy postawi mnie na nogi. Moje bagaże niech ktoś zawiezie do pokoju hotelowego, który podobno został dla mnie przygotowany. Chciałabym od razu zająć się sprawą. Skoro morderca wciąż jest na wolności, jestem święcie przekonana, że niebawem dokona ponownego mordu. Przyjechałam tutaj, by działać, a nie odpoczywać. Nie ma czasu do stracenia — dodała stanowczo, potrząsając burzą pofalowanych włosów.
***
            Kaszmir zaparkował nieoznakowany, policyjny wóz na parkingu tuż za komisariatem, a aspirant wraz z inspektorem Forbes wysiedli. Kobieta rozejrzała się wokoło, zdjęła okulary i przyjrzała się bliżej budynkowi miejscowej policji, który prezentował się dość okazale i wywierał pozytywne wrażenie. Kilka lat temu został odnowiony i w końcu przypominał komendę policji z prawdziwego zdarzenia. Można było w końcu zapomnieć o czasach PRL—u i starych niedomykających się szafkach,=.
            — Cóż, szczerze mówiąc, to spodziewałam się czegoś gorszego w tak małym miasteczku. A tutaj takie miłe zaskoczenie. Prawie dorównuje naszym budynkom w Sztokholmie. Ciekawe, czy w środku jest równie przyjemnie — obwieściła Forbes, spoglądając na budynek. Modrzewił uniósł kąciki ust i poprawił swoje wąsy.
            — Wewnątrz też wygląda nie najgorzej — mruknął, zmierzając w kierunku wejścia od strefy parkingowej. Pocket dołączył do nich i puszczając przodem panią inspektor, weszli do środka. Udali się po schodach i znalazłszy się na pierwszym piętrze, zaprosili gościa do wnętrza sporego pomieszczenia, w którym przesiadywało kilku funkcjonariuszy, oczekujących Forbes. Niektórzy z nich wprowadzali jakieś dane do komputerów, a inni odbierali telefony. Kiedy Forbes pojawiła się w progu, wszyscy zwrócili na nią wzrok. Zamarli przez moment, wytrzeszczając oczy, podobnie jak Pocket, gdy zorientowali się, że stojąca przed nimi jasnowłosa kobieta to ich wyczekiwany gość, który miał pomóc w rozwiązaniu zagadki.
            — Proszę mnie przedstawić, panie aspirancie — szepnęła Forbes, nachylając się lekko w stronę Modrzewiła.
            — Ależ naturalnie — odpowiedział półszeptem. — Oto inspektor Forbes, pani Petra Forbes z Wydziału Zabójstw, prosto ze Skandynawii. Pomoże nam w rozwikłaniu sprawy, z którą się borykamy. Od teraz ona przejmuje tę sprawę z pomocą komisarza Morawskiego, który niebawem tutaj dotrze.
            — Witam serdecznie. Postaram się jakoś pomóc, zważywszy na moje doświadczenie, jakie posiadam. Uściślając, jestem właśnie ze Sztokholmu i zajmowałam się naprawdę skomplikowanymi przypadkami w mojej karierze, więc mam nadzieję, że i tym razem uda mi się wam pomóc. Jak zapewne większość z was już zauważyła, mój akcent jest nieco inny, ale mam nadzieję, że szybko się państwo przyzwyczają — oświadczyła pewnie, omiatając wzrokiem całe pomieszczenie, jak i wpatrujących się w nią policjantów. — Już dzisiaj chciałabym dowiedzieć się wszystkiego, co udało się wam ustalić, więc prosiłabym o dostarczenie wszelkich akt, protokołów, raportów od patologa i dokumentacji z tym związanej. Jeżeli ma ktoś jakąś ciekawą teorię na ten temat, proszę o bezpośredni kontakt, bez z w ł o k i. — Uśmiechnęła się groteskowo. — Aspirant Modrzewół — zwróciła się do policjanta, przekręcając jego nazwisko, co wywołało głupie uśmiechy na twarzy paru funkcjonariuszy — wyznaczy kilka osób, które objaśnią mi wszystko  i spotkamy się za kilka minut w sali konferencyjnej, o ile taką posiadacie — dodała i uśmiechnęła się lekko na koniec.
            — Wszystkim się zajmiemy. Zaprowadzę panią teraz do biura, które przygotowaliśmy i właśnie dostałem wiadomość, że komisarz Morawski oczekuje pani — oznajmił, spoglądając na wyświetlacz telefonu.
            — Świetnie, zatem ruszajmy — mruknęła i podążyła za policjantem, stukając obcasami o posadzkę. Nie była tam jedyną kobietą, jednak na wstępie można było tak pomyśleć. Razem z aspirantem udali się schodami na drugie piętro. Szli wzdłuż korytarza, gdzie na jego końcu znajdowało się biura przygotowane specjalnie na przyjazd inspektor Forbes. Było małe, ale przytulne i wyposażone w niezbędny sprzęt.
            Kobieta rozejrzała się i rzuciła na biurko swoją skórzaną torebkę, po czym poprawiła szkarłatną spódnicę, wyglądając przez okno. Następnie rozejrzała się po pomieszczeniu i spojrzała na drzwi, na których widniał numer 209.
            — Gdyby czegoś pani potrzebowała, służę pomocą. A teraz jeśli pani pozwoli, komisarz Morawski jest u siebie — zakomunikował Modrzewił. Forbes opuściła pospiesznie swoje nowe biuro i podeszła do aspiranta, który stał w progu i wskazywał na drzwi obok z numerem 210. Zapukał do środka, po czym oznajmił o przybyciu gościa. Zaraz po tym zapewnił inspektor o przygotowaniu spotkania w sali spotkań, jak i zapoznaniu ze sprawą. Ona pochwaliła go za zorganizowanie, a następnie weszła do biura Morawskiego, zamykając za sobą drzwi.
            — Petro! Kopę lat! — Powitał ją komisarz na wejściu z otwartymi ramionami, zmierzając w stronę kobiety. Był jakże wysoki, o siwiejących skroniach i kilkudniowym zaroście. Jego twarz wyglądała na przemęczoną, a oczy lekko zaczerwienione.
            — Witaj, Eryku — obwieściła i uniosła kąciki ust. On podszedł do niej i uścisnął jej dłoń. — Ktoś ci już mówił, że wyglądasz strasznie? Tylko nie mów mi, że przez tę sprawę zarywasz noce — dodała, kręcąc głową i usiadła na przeciw jego biurka, a on powrócił na swoje miejsce.
            — Aż tak to widać? — spytał zmieszany i uniósł brwi. — Cholera, już mam tego po dziurki w nosie. Dzisiaj w nocy kolejny incydent, jak zapewne już słyszałaś. Topielec. Młoda dziewczyna w jeziorze. Wszystko wygląda na samobójstwo, ale sam nie wiem. Porozmawiasz z naszym patologiem, to przedstawi ci cały raport, kiedy skończy. Właśnie wróciłem od niego i poinformowałem, że dzisiaj zawitasz do naszej komendy — powiedział, splatając ręce i wpatrując się w kobietę. Nie odrywał od niej oczu. Zapamiętał ją taką, jaka była za młodu, kiedy poznał ją dwadzieścia lat temu.
            — Chętnie z nim porozmawiam, gdy zapoznam się ze wszystkim. Potrzebuję też jakiegoś asystenta. Najlepiej jakąś młodą osobę, byleby nie faceta — mruknęła, unosząc kąciki ust. — Z tego co zaobserwowałam, to nie raczyłeś poinformować swoich policjantów, że i n s p e k t o r Forbes to kobieta. Patrzyli na mnie z takimi wielkimi oczami, że zastanawiałam się, czy aby to na pewno twoi policjanci — dodała i zaśmiała się, kręcąc przy tym głową.
— Zgadza się. Wspomniałem im tylko o inspektorze — rzekł, uśmiechając się od ucha do ucha, a kilka zmarszczek pojawiło się na jego twarzy. — Szkoda, że nie widziałem ich min! — Wybuchł śmiechem.
            — Naprawdę przez chwilę czułam się dość dziwnie. Na szczęście zdążyłam się przyzwyczaić, że ludzie z niedowierzaniem patrzą na mnie, jako funkcjonariusza policji.
            — Nic się nie zmieniłaś.
            — Uznam to za komplement. Ty też w ogóle się nie starzejesz. Może nieco włosy zaczynają ci siwieć, ale wciąż prezentujesz się tak jak dawniej — powiedziała, lustrując Morawskiego od stóp do głów.
            — To przez tę robotę. Wiesz, jak jest. Aktualnie spotykam się z czymś takim, że sam sobie zaprzeczam. To niedorzeczne, iż takie rzeczy dzieją się w Pokotowie. Zwykle było to spokojnie miasto, a od jakiegoś czasu ludzie boją się wychodzić po zmierzchu. Nie dajemy sobie z tym rady — obwieścił i przetarł sfatygowane oczy. Wyglądał naprawdę kiepsko.
            — Nie wzywałbyś mnie tutaj, gdyby znalazł się ktoś, kto potrafi rozwikłać tę sprawę.
            — W rzeczy samej. Jestem ci niezwykle wdzięczny, że zgodziłaś się nam pomóc — powiedział półszeptem.
            — Kiedy czytałam ten list, od razu pomyślałam sobie: nie ma mowy. Mam tyle roboty w Sztokholmie, że nie wiem do czego ręce włożyć, ale na końcu listu zauważyłam twój podpis, więc zmieniłam zdanie. Zresztą znasz mnie. Zawsze przyciągały mnie dziwne sprawy, które wydają się nie do rozwikłania — odparła i poprawiła opadające na twarz włosy.

            — No tak, faktycznie. Cała ty — mruknął komisarz i uniósł kącik ust.

UWAGA, cholera wie, dlaczego rozjechały mi się akapity  i cały tekst, ale męczyłam się na tym dość długo i nie mam już siły. -,-
aut. Mogą pojawić się błędy, gdyż zaznaczam, że nie jestem polonistą, by poprawnie wszystko zapisywać i nie jestem w stanie wychwycić wszystkich błędów... Poszukuję bety, która pomogłaby mi się z tym uporać, więc jeśli ktoś byłby tak dobry, to proszę o kontakt.
Dziękuję wszystkim za przeczytanie i skomentowanie prologu. To dla mnie wiele znaczy i motywuje.